Skup się na przedmiotach, które musisz po prostu zdawać. Nadużywanie przedmiotów dodatkowych to głupota która owocuje bycie średnim ze wszystkiego. Im mniejszy zakres wiedzy do zdobycia tym więcej uwagi skupiasz na tym, co przekłada się później na wyniki.
Musisz wiedzieć do jakiej szkoły chcesz iść. Musisz poznać w jaki sposób są obliczane punkty i kierować się tylko w tę stronę.
Jeśli chodzi o matmę - ja w ferie zimowe zrobiłem prawie 2 tysiące zadań z Kiełbasy (książka najlepiej przygotowująca do matury imo) + wszystkie matury od 2005 roku łącznie z próbnymi. Po prostu zapominasz o przyjemnościach i zapierdzielasz.
Polski nie jest trudny. W sumie jest żałośnie prosty. Zawsze jest coś odnośnie funkcji jezykowych, zawsze jest analiza tekstu. Ja się nauczyłem jak wygląda klucz odpowiedzi, zawsze powtarzają się te same rzeczy. W takim sensie, że trzeba zwrócić uwagę na charakter postaci, na jej zachowanie, na jej wygląd i emocje. Wypisać każdą z postaci, porównać. Zwykle wszystkie rzeczy podkreślałem sobie w różne sposoby w danej pracy. Na przykład: cechy charakteru długa krecha, zachowanie dwie cienkie, wygląd to przerywana. Później wszystko wypisuje.
Angielski również jest schematyczny, są zbiory w których są szablony pisania listów, przydatne słownictwo itp.
Zapierdzielaj i tyle. Ja zacząłem się do matury uczyć we wrześniu maturalnego roku. Wcześniej nie miałem ochoty zdawać i nie znałem czegoś takeigo jak równanie kwadratowe czy też układ równań. Przyszło co do czego to dostałem się na PG.